Kiedy Claire zachorowała, Ray trzymał wszystko w garści. Woził ją na terapię dwa razy w tygodniu, uczył, co może jeść, a czego nie, opłacał rachunki, prowadził dom, a jego własny strach był na tyle cichy, że ona nie musiała go znosić. Diane obserwowała to wszystko z dystansu. Jeśli zmieniło to jej stosunek do niego, nigdy tego nie powiedziała.
Ostatnią rzeczą, o jaką poprosiła go Claire, w sali szpitalnej w marcu, przy bladym świetle wpadającym przez okno, było to, by nie rezygnował z jej córki. Obiecał. Znaczył każde słowo. Zmarła cztery dni później, a Ray dotrzymał obietnicy w taki sam sposób, w jaki dotrzymywał wszystkich swoich obietnic – po cichu, bez fanfar, nie oczekując niczego w zamian. Jesienią Diane wyjechała na studia.