Poznałem Gary’ego Whitfielda na konferencji w Portland, na której wszyscy noszą smycze i udają, że networking ich nie męczy. Był jedyną osobą w pokoju, która nie występowała. A przynajmniej tak mi się wydawało. Później zrozumiałem, że po prostu radził sobie lepiej niż wszyscy inni.
Zapytał mnie, czym się właściwie zajmuję, a nie jaki mam tytuł zawodowy. Nikt o to nie pyta. Powiedziałem mu, że rozplątywałem sprawy – audyty finansowe, przeglądy zgodności, rodzaj pracy, która wymagała znalezienia tego, co ludzie próbowali ukryć. Uśmiechnął się i powiedział, że to brzmi jak supermoc. Uwierzyłam mu.