Gdy druga łódź podpłynęła bliżej, krzyki wokół Joaquima powoli ucichły. Mężczyźni na pokładzie mieli na sobie buty robocze i rękawice, a w pobliżu dziobu znajdowały się ciężkie zwoje kabli i długie metalowe słupy.
Spojrzeli na mieszkańców wioski, a następnie na coś w wodzie i wymienili spojrzenia, które wyjaśniły jedną rzecz. Wiedzieli już, co to jest. Bez wahania wkroczyli do akcji. Jeden z nich wyciągnął haczykowaty kij. Inny rozwinął gruby kabel.
Kiedy hak się zaczepił, czarne „stworzenie” poruszyło się na tyle mocno, że kilku mieszkańców wioski cofnęło swoje łodzie. Ale robotnicy ani drgnęli. Pociągnęli ponownie, tym razem mocniej.
A gdy rzecz potoczyła się na tyle, by odsłonić więcej, Joaquim w końcu wyraźnie zobaczył powierzchnię… i zdał sobie sprawę, że wcale nie miała kształtu skóry.