To nie były łuski. To nie była skóra. To była guma. Ogromny rurociąg przemysłowy, pokryty glonami i zabarwiony na brązowo-zielono od miesięcy spędzonych pod wodą. To, co w ciemności wyglądało jak potwór, w rzeczywistości było tylko masywną długością przemysłowej rury, która oderwała się i dryfowała w górę, gdzie nigdy nie powinna się znaleźć.
Jeden z pracowników wyjaśnił, że uwolniła się ona ze swoich więzów w dalszej części koryta rzeki. Uwięzione w linie powietrze wydostawało się na zewnątrz w dziwnych wybuchach, tworząc niesamowity, jęczący dźwięk, który Joaquim słyszał w ciemności.
Zepsuty sprzęt unosił się do góry. A prąd zrobił resztę. Przez kilka sekund nikt nic nie mówił. Potem ktoś się roześmiał. Był to rodzaj śmiechu, który pojawia się tylko wtedy, gdy strach nie ma dokąd pójść.
Bo gdybyś zobaczył tylko część tego czegoś, co wznosiło się obok twojej łodzi przed wschodem słońca… pomyślałbyś dokładnie to samo, co Joaquim.