Ponownie przeskanował powierzchnię. Nic. Wtedy zauważył bąbelki. Na początku były małe, rozbijając wodę w luźnej linii kilka stóp od burty łodzi. Nie były to bąbelki wytwarzane przez ryby. Pojawiły się w skupiskach, unosząc się powoli od dołu, jak uwięzione powietrze uciekające z czegoś zakopanego głęboko pod dnem rzeki.
Raz po raz unosiły się w tym samym miejscu, jakby coś pod nimi oddychało. Joaquim pochylił się lekko, mrużąc oczy. Wtedy na powierzchnię wypłynął pierwszy kawałek metalu.
Był mały i zardzewiały, może wielkości dłoni, ale to wystarczyło, by natychmiast się wycofał. Kilka sekund później pojawił się drugi kawałek. Potem coś dłuższego – wygięty pasek metalu z jednym końcem pękniętym na pół. Jego pierwszą myślą nie była maszyna.
Jego pierwszą myślą było uszkodzenie. Jakby cokolwiek tam było, rozerwało już inną łódź… a te kawałki były wszystkim, co wróciło na górę.