Tego wieczoru mieszkanie Nory skąpane było w chłodnym, niebieskim świetle monitora. Ostrożnie wyjęła zdjęcie z ramki, umieściła je na skanerze i rozpoczęła powolny, skrupulatny proces skanowania w wysokiej rozdzielczości. Gdy oprogramowanie pracowało, wyostrzając zamazane piksele i dostosowując kontrast, Nora obserwowała, jak dwie dziewczyny wyłaniają się z mgły XIX wieku.
Z każdym zastosowanym filtrem obraz stawał się niepokojąco wyraźny. Twarz starszej dziewczynki była wyrazista, a jej wzrok skupiony na czymś tuż poza kadrem. Jednak młodsza dziewczynka – ta, którą Nora zauważyła jako pierwszą – uległa przemianie pod wpływem tej wyrazistości. Jej oczy były szeroko otwarte, utkwione w spojrzeniu, które zdawało się patrzeć prosto przez obiektyw aparatu. Jej postawa nie była po prostu sztywna; była sztywna jak rzeźba, zablokowana w pozycji, która przeczyła naturalnemu wdziękowi dziecka. Jej ręka, trzymana przez starszą dziewczynkę, zwisała pod dziwnym kątem, przypominającym zawias.
Nora odsunęła się na oparcie krzesła, a oddech uwiązł jej w gardle. Spędziła lata na katalogowaniu przedmiotów z epoki wiktoriańskiej; znała charakterystyczne cechy fotografii pośmiertnej, w której pogrążone w żałobie rodziny po raz ostatni ustawiały swoje zmarłe dzieci w pozach, by uchwycić pozory życia. Wpatrywała się w ekran, a serce waliło jej jak młot. Tej nocy nie mogła się zmusić, by zgasić światło.