W miarę jak dni zamieniały się w tygodnie, obecność psa stała się najbardziej niezawodną częścią pętli o 6:15 rano. José zaczął wypatrywać go z rytualnym zapałem, czując dziwny przypływ niepokoju, jeśli róg wydawał się pusty choćby przez sekundę. Pies nigdy nie spuszczał go z oka; czy to była wtorkowa mżawka, czy piątkowy mróz, był złotym posągiem zakotwiczonym w betonie. Stał się punktem orientacyjnym, stałym punktem w zmieniającym się świecie dojeżdżających do pracy José.
José zaczął pytać stałych pasażerów, czy wiedzą, do kogo należy pies. Wskazywał przez okno, gdy ludzie stukali w swoje karty tranzytowe. Większość wzruszała ramionami, zajęta swoimi telefonami lub poranną kawą, ale kilku zaczęło go zauważać. Wśród stałych bywalców 402 zaczęła tworzyć się cicha społeczność, w której ludzie wyglądali przez okna i szeptali: „On wciąż tam jest”, gdy autobus zbliżał się do Elm i 5th.