Kiedy zegar wybił dwunastą tej nocy, George wstrzymał oddech, mając cichą nadzieję, że strażnicy również zmienili się. Jeśli nie, jego tajny plan może się zawalić w jednej chwili. Biorąc głęboki oddech, zdecydował, że nadszedł czas, aby wprowadzić swój plan w życie.
Pod osłoną nocnej peleryny George udał się z powrotem do szpitala. Izba przyjęć tętniła życiem, dokładnie tak, jak przewidział. Przyjmując obojętną minę, przeciskał się przez rój ludzi, płynnie wtapiając się w tłum. Upewniając się, że jego wyraz twarzy jest neutralny i unika długotrwałego kontaktu wzrokowego, manewrował przez kłębiący się tłum, trzymając kciuki, by jego podstęp pozostał niewykryty.
Miał jasno określony cel…