Z przypływem adrenaliny George wkroczył do akcji. Szybko zrozumiał, że zapisy są ułożone chronologicznie. Cofnął się o pięć lat w dokumentacji, a potem zaczął przeglądać akta zaczynające się od jego nazwiska. Jego zadanie przypominało szukanie igły w stogu siana, ale napędzało go niezachwiane dążenie do prawdy i desperackie pragnienie jasności. Te potężne motywacje zagłuszyły jego obawy.
Dręczące go pytanie „dlaczego lekarz przeprosił?” prześladowało go. To była tajemnica, której nie mógł już ominąć. Musiał odkryć, co naprawdę wydarzyło się podczas tych pięciu brakujących lat jego życia.
Więc George nalegał. Nie zatrzymał się, nawet gdy zmęczenie zaczęło go gryźć. Doskonale zdawał sobie sprawę, że każda minuta spędzona sam na sam w pokoju jest cenna, że musi wykorzystać okazję. A potem serce załomotało mu w piersi, gdy to zauważył – teczkę z jego nazwiskiem.