Po tej sobocie na Clover Lane wszystko się zmieniło. Biscuit chodził teraz na smyczy, a pani Peterson nosiła na rączce mały rulonik z torbami. Teriery pozostały na chodniku. Tank poruszał się w tym samym wolnym tempie, co zawsze, ale pan Garcia prowadził go teraz z dala od trawnika Waltera, a pewnego popołudnia zatrzymał się nawet i powiedział: „Powinniśmy byli się bardziej postarać. Przepraszam, Walter” Walter skinął głową, powiedział „Dziękuję, Rafael” i miał to na myśli. To była prawdziwa chwila, a Walter uważał, że często są one najbardziej przydatne.
Do wiosny trawnik w pełni się zregenerował. Ponownie obsiana łata wypełniła się, a całość znów była równa i głęboko zielona, dokładnie tak, jak lubił Walter. Każdego ranka wychodził z kawą, stawał na werandzie i patrzył na trawnik. Czasami pani Chen machała do niego z naprzeciwka. Czasami Danny przejeżdżał obok i trzymał kciuk w górę. Walter zawsze kiwał głową. Nie uważał się za człowieka trudnego czy mściwego. Był po prostu człowiekiem, który troszczył się o coś przez trzydzieści jeden lat, a w końcu znalazł sposób, aby to miało znaczenie. Jego złota rybka zdawała się z tym zgadzać.