Każdy, kto regularnie kupuje wiszące kosze, wie, jak szybko koszty zaczynają się sumować. Najpierw jest sam kosz. Następnie wyściółka. Następnie łańcuch, ziemia i wreszcie rośliny. Wkrótce to, co wydawało się prostym projektem ogrodowym, może kosztować znacznie więcej niż oczekiwano. Dlatego pewien ogrodnik postanowił spróbować czegoś zupełnie innego. Zamiast udać się do centrum ogrodniczego, wyszła na swoje podwórko i zaczęła zbierać patyki.
Nie specjalne patyki. Nie impregnowane drewno. Po prostu proste gałęzie, które akurat miały odpowiedni rozmiar. Na początku pomysł wydawał się trudny do uwierzenia. Większość ludzi spojrzałaby na stos patyków i zobaczyłaby odpady z podwórka. Ona spojrzała na nie i zobaczyła początki wiszącego kosza. Aby rozpocząć projekt, wybrała dwa patyki o mniej więcej równej długości i wycięła małe nacięcia na obu końcach. Nacięcia nie musiały być głębokie. Ich jedynym celem było powstrzymanie sznurka przed ześlizgnięciem się po związaniu wszystkiego razem.
Następnie połączyła patyki sznurkiem na górze i na dole. W tym momencie nadal nie wyglądało to jak koszyk. Ale to miało się wkrótce zmienić.