Przypadek plagiatu miał miejsce w listopadzie, podczas zadania polegającego na napisaniu osobistej opowieści. Uczniowie mieli napisać o wspomnieniu, które pozostało w ich pamięci. Brennan złożył dwustronicową pracę o tym, jak obserwował swojego dziadka podczas renowacji starego samochodu — o zapachu oleju silnikowego, pewnych rękach dziadka, popołudniowym świetle wpadającym przez okno garażu.
Tekst był szczegółowy i subtelnie poruszający, ale nie był jego autorstwa. Pani Nair przeczytała go dwukrotnie po lekcjach, a następnie sprawdziła za pomocą szkolnego oprogramowania do wykrywania plagiatu. Tekst wykazał 68-procentowe podobieństwo do tekstu opublikowanego trzy lata wcześniej na forum pisarskim dla hobbystów, a nazwisko pierwotnego autora nadal figurowało w metadanych strony.
Postąpiła dokładnie zgodnie z procedurą. Wydrukowała oba dokumenty obok siebie, wypełniła formularz dotyczący uczciwości akademickiej, wystawiła Brennanowi ocenę zerową, a tego samego wieczoru wysłała e-mail do państwa Hollowayów, załączając oba dokumenty. Odpowiedź nadeszła po czterdziestu minutach, od obojga rodziców, tym razem z kopią do szkolnego koordynatora ds. kontaktów z rodzicami. W temacie wiadomości widniało: Poważne obawy — niesprawiedliwe oskarżenie wobec naszego syna. Zapisała wiadomość w folderze i poszła spać.