Rex teraz nieustannie spał przed drzwiami ich sypialni. George znajdował go tam rano, wyprostowanego i czujnego, a nie zwiniętego w kłębek i sennego, jak to zwykle bywa u psów, gdy się budzą, jakby przez całą noc pełnił wartę, zamiast spać.
To właśnie ta konsekwencja nie dawała George’owi spokoju. Rex nie reagował na nic widocznego — żadnych odgłosów, żadnych zakłóceń. Po prostu wybrał stanowisko i trzymał się go. Pewnego ranka George wspomniał o tym Zoe, a ona powiedziała, że nie wie, dlaczego on to robi, i odwróciła wzrok na tyle szybko, że George zapisał to obok wszystkiego innego, co zapisywał.
Kawałek po kawałku układał sobie obraz sytuacji, choć wciąż brakowało mu większości elementów. Późne nocne telefony. Starannie zapakowane koperty. Pies stojący na straży. Żona, która była ciepła i obecna, a jednak, gdzieś pod tą powłoką, bardzo odległa. Wciąż cierpliwie czekał na wyjaśnienie lub wydarzenie, które wyjaśniłoby sprawę.