Rozmowa trwała mniej niż dwie minuty. George podał adres, powiedział, że przed jego drzwiami stoi mężczyzna, który nie chce odejść, i że ma powody, by sądzić, iż mężczyzna ten grozi jego żonie. Był zaskoczony tym, jak bardzo był spokojny w tej sytuacji.
Marcus, słysząc to, w końcu się poruszył – nie w ich stronę, ale do tyłu, ze schodów, na ścieżkę. Powiedział do Zoe: „Nie musiałaś tego robić”. „Odejdź” – powiedziała Zoe. Nie była już przestraszona, a jeśli nawet była, to zmuszała się do zachowania spokoju. „Policja już się tym zajmuje. Znają twoje imię. Proszę, po prostu odejdź”.
Marcus patrzył na nią przez dłuższą chwilę. Potem spojrzał na George’a – było to spojrzenie trudne do sklasyfikowania, nie do końca groźne, bardziej przypominające kogoś, kto na nowo ocenia sytuację, którą wcześniej źle zinterpretował. Włożył ręce do kieszeni i podszedł do samochodu zaparkowanego po drugiej stronie ulicy. Nie odjechał. Po prostu tam siedział. George obserwował go przez szybę, aż na końcu ulicy pojawiły się niebieskie światła, a