Została uznana za zmarłą – dopóki nie weszła na własny pogrzeb..

Pewnego dnia, tak dawno temu, że ledwo go pamiętała, telefon Claire zaczął brzęczeć, gdy składała ręczniki w sypialni na piętrze. Pierwsza wiadomość pochodziła z jej banku i prosiła o potwierdzenie próby logowania. Druga pochodziła ze starego konta oszczędnościowego, z którego rzadko korzystała. Trzecią był kod z portalu ubezpieczeniowego, którego konfiguracji nie pamiętała.

Na początku obwiniała zwykłe rzeczy: wyciek haseł, uciążliwe połączenia, rodzaj cyfrowego bałaganu, na który wszyscy narzekali, ale nikt go nie rozumiał. Colin przyszedł na górę z dwoma kubkami herbaty i powiedział jej dokładnie to samo. „To będzie jakiś przekręt”, powiedział zbyt szybko. „Niczego nie klikaj. Powinno być w porządku”

To powinno było ją uspokoić. Jednak Colin był z natury ostrożny. Dwukrotnie sprawdzał zamki, trzymał paragony w oznaczonych folderach i raz zwrócił toster, ponieważ wtyczka wyglądała na „lekko uszkodzoną” Ale tym razem wydawał się niemal beztroski. Claire nawet świadomie tego nie zanotowała, ale później to do niej wróciło.