Starszy mężczyzna nie naciskał go dalej. Jeszcze nie. „Usiądź – powiedział, wskazując na płaski kamień. Murat opuścił się, jego nogi w końcu poddały się zmęczeniu. Ciepło z ogniska, które rozpalili, dotarło do niego. Młodszy wystąpił naprzód, wyciągając mały kawałek chleba z płóciennego zawiniątka.
Wyciągnął go. Murat wziął ją bez wahania. „Dzięki – powiedział, tym razem ciszej. Trzeci mężczyzna oparł się plecami o ścianę, obserwując go. „Musiałeś zawędrować dość daleko, by skończyć tutaj – powiedział. Murat wypuścił zmęczony oddech. „Tak… dalej niż myślałem
Starszy mężczyzna spojrzał na szyb, a potem z powrotem na Murata. „Jeśli to, co mówisz, jest prawdą… nie wszedłeś tu w żaden normalny sposób Murat potrząsnął głową. „Nawet nie wiedziałem o istnieniu tego miejsca Nastąpiła krótka pauza. Potem starszy mężczyzna odwrócił się w stronę wąskiego przejścia z boku.
„Chodź”, powiedział. „Tam jest wyjście Pozostali ruszyli bez pytania. Murat podniósł się i poszedł za nimi.