Nieświeży zapach sprawił, że był przekonany, że jego sąsiad ukrywa mroczny sekret. Kiedy w końcu zajrzał do środka, prawda sprawiła, że łzawiły mu oczy

Arthur Pendelton był człowiekiem, który wierzył, że okolica jest tak dobra, jak jej najsłabszy trawnik. Jako wieloletni prezes Whispering Pines Homeowners Association, traktował swoje obowiązki poważnie – nawet jeśli reszta trzyosobowego zarządu rzadko podzielała jego pilność. Był to pierwszy brutalnie gorący tydzień czerwca, a Arthur chodził po swoim obwodzie ze schowkiem, odnotowując, że trawa przy 412 Elm Street oficjalnie przekroczyła maksymalny próg trzech cali. 412 Elm należała do pana Hendersona, samotnego wdowca, którego posesja znajdowała się na niewielkim wzniesieniu tuż nad posesją Arthura.


Arthur zatrzymał się w pobliżu własnego ganku, opuszczając schowek. Ciężkie letnie powietrze nagle się zmieniło, przynosząc bryzę, która sprawiła, że łzawiły mu oczy. Był to gęsty, dławiący smród – coś głęboko cuchnącego, metalicznego, a jednocześnie organicznego, jak mieszanka zgniłego mięsa i ścieków chemicznych. Zakrył nos koszulą, śledząc zapach. Ze względu na położenie ich posesji, zapach wydobywał się bezpośrednio z zardzewiałych szwów zamkniętego na kłódkę, wolnostojącego garażu Hendersona i osiadał prosto na nisko położonym podwórku Arthura.