Przesłuchanie stało się osobiste. „Ile jesteś winna swojemu właścicielowi, Lena? Zapytał Sato, jego głos był zwodniczo miękki. Wiedzieli wszystko. Wiedzieli o zaległych opłatach, dwutygodniowych zakupach spożywczych w jej lodówce, fakcie, że nie kupiła nowych butów od trzech lat. Każde pytanie było igłą, zszywającą portret kobiety zepchniętej na krawędź.
„Bycie biedną nie jest przestępstwem – warknęła Lena, choć oczy piekły ją od łez. Harlan przechylił głowę. „Nie, ale jest motywem. Widzimy to każdego dnia. Dobrzy ludzie, desperackie czasy, jeden zły wybór Brzmiał niemal współczująco, co było gorsze niż krzyk. Zachęcał ją do przyznania się, do „ułatwienia” sobie życia, jakby zrujnowanie jej życia było zwykłym urzędniczym błędem.
Zdała sobie sprawę, że nie szukali już złodzieja; znaleźli winowajcę i teraz czekali tylko, aż będzie pasowała do tej formy. Pokój wydawał się mniejszy, a powietrze rzadsze. Była uwięziona w historii, której nie napisała, osądzana za życie, które tak bardzo starała się naprawić. „Chcę adwokata” – powiedziała w końcu, czując się jak biała flaga kapitulacji.