Świat na zewnątrz był białą otchłanią. John wrzucił bieg, opony obracały się bezużytecznie przez sekundę, zanim złapały zamarznięty żwir. Z Fioną na tylnym siedzeniu ściskającą skrzynię i doktorem Arisem na siedzeniu pasażera, szczekającym wskazówki do swojego telefonu, z rykiem wyjechali z podjazdu. Drogi były nie tylko śliskie; były to tafle czarnego lodu ukryte pod zwodniczą warstwą proszku.
Byli w połowie drogi do kliniki, kiedy tył ciężarówki wysiadł. Pojazd jęknął, zsuwając się w kierunku stromego nasypu, który opadał dwadzieścia stóp do zamarzniętego koryta potoku. „Trzymaj się!” Krzyknął John, szarpiąc kierownicą w kierunku zjazdu. Ciężarówka przekoziołkowała, opony po stronie pasażera zawisły kilka centymetrów od krawędzi katastrofy, zanim bieżniki w końcu wgryzły się w solną skorupę. Ciężarówka ustabilizowała się na włosku, a silnik zaryczał, gdy John zepchnął ją z powrotem na środek drogi. Każdy mięsień w jego ciele był napięty z wysiłku walki z burzą, wiedząc, że jeden błąd może zakończyć nie tylko ich życie, ale także trzech dusz z tyłu.