O trzeciej nad ranem na oddziale ratunkowym zapanowała cicha, rytmiczna atmosfera. Parametry życiowe dziewczynki w końcu się ustabilizowały po podaniu płynów, choć nadal pozostawała w głębokim, wywołanym medycznie śnie. Elena siedziała przy stanowisku do wypełniania kart, jednym okiem obserwując monitor, a drugim cichego strażnika za szybą. Pies wypił już wodę i leżał teraz płasko na brzuchu, opierając ciężki podbródek na przednich łapach.
– Jak cię nazwiemy, chłopcze? – szepnęła cicho Elena, wychodząc, by sprawdzić stan jego łap. Uklękła z butelką chusteczek antyseptycznych. Pies nawet nie drgnął. Po prostu mrugnął złotymi oczami, wydając z nosa długie, zmęczone westchnienie, gdy ona delikatnie oczyszczała otartą skórę na jego łapkach.
– Masz mnóstwo blizn, prawda? – szepnęła, dostrzegając stare, postrzępione ślady ugryzień wokół jego szyi i ramion. Ten pies przetrwał brutalną przeszłość, a mimo to znalazł się tutaj, służąc jako tarcza dla bezbronnego dziecka. – Nazwijmy cię Valorian. To znaczy „odważny”.