Kiedy przybył funkcjonariusz służb kontroli zwierząt, niosąc ciężką stalową tyczkę do chwytania zwierząt, Elena całkowicie wyszła z sali urazowej, by mu zablokować drogę. – Nie założysz pętli na tego psa – powiedziała, a jej głos obniżył się do niebezpiecznego szeptu, który nie pozostawiał miejsca na negocjacje. – Podróżował Bóg wie jak długo i jak daleko, by uratować umierające dziecko. Odkąd zabraliśmy ją do środka, nie pokazał zębów ani jednemu z pracowników.
Funkcjonariusz spojrzał na potężnego pitbulla, a potem na podłogę, która była mocno poplamiona deszczówką i ciemnym błotem z podartych łap psa. Westchnął i opuścił kij. – Posłuchaj, siostro, z punktu widzenia odpowiedzialności prawnej bezpański pitbull na oddziale intensywnej terapii to koszmar. Jeśli się rzuci… – Elena przerwała mu ostro: – Zostanie tutaj, tuż przy szybie – powiedziała, nie dając mu dojść do słowa. – Jeśli administracja ma z tym problem, powiedz im, że osobiście wezmę na siebie odpowiedzialność za ten incydent.
Weszła do pokoju socjalnego, napełniła dużą miskę chirurgiczną ze stali nierdzewnej czystą wodą i przysunęła ją do niego. Pies pił desperackimi, głębokimi łykami, nie odrywając wzroku od małej dziewczynki.