Arogancka para zajmuje luksusowy apartament na pokładzie samolotu – dopóki nie pojawia się jego prawdziwy właściciel i nie robi tego…

Leo ponownie rozgościł się w apartamencie 1A. Sarah wprowadziła kod resetujący na panelu w kuchni pokładowej. Ekran rozrywkowy wygasł, elementy sterujące ożyły, a rozkładane łóżko pochyliło się jednym długim, płynnym ruchem. Leo przyjął świeżą kawę, włączył coś włoskiego i przez resztę lotu nie myślał już o Julianie i Beatrice.

Kilka godzin później samolot wylądował na lotnisku Heathrow. Gdy pasażerowie kierowali się w stronę wyjścia, młodszy członek załogi wychodzący z kokpitu dostrzegł Leo zbierającego swoją torbę podróżną w przejściu i zatrzymał się. – Kapitanie Marsh – czy potrzebuje pan czegoś, zanim przekażemy pana ekipie naziemnej?

Julian, przechodzący tuż za nim z pogniecioną markową marynarką i dwoma kartami pokładowymi wciąż w dłoni, zatrzymał się. Odwrócił się powoli. Leo zmierzał już w stronę drzwi, z torbą na jednym ramieniu. Minął Juliana bez zwalniania kroku, na chwilę spotkał się z nim wzrokiem i mrugnął do niego raz, bez pośpiechu. Następnie wyszedł z samolotu i zniknął w terminalu. Leo zauważył, że Julian stał tam przez dłuższą chwilę, a obok niego stała Beatrice, a on wciąż trzymał w dłoni bilety pokładowe. Żadne z nich nic nie powiedziało, ponieważ nie pozostało już nic szczególnie sensownego do powiedzenia.