To zdjęcie z 1895 roku, przedstawiające dziewczynkę trzymającą siostrę za rękę, wydawało się zwyczajne — dopóki renowacja nie ujawniła tego zaskakującego faktu…

Nora wykorzystała możliwości swojego oprogramowania do granic możliwości, powiększając obraz gardła młodszej dziewczynki. Tam, na wpół ukryty pod koronkowym kołnierzykiem, znajdował się maleńki, odbijający światło przedmiot. Zwiększyła kontrast, obserwując, jak wyłania się złocisty medalion. Była na nim wygrawerowana pojedyncza, elegancka litera: E.

W panice zaczęła porównywać dane z aktami rodziny Callowayów. W spisie figurowała tylko jedna córka: Margaret, urodzona w 1887 roku. Nie było żadnej wzmianki o drugim dziecku. Żadnego aktu urodzenia, żadnego aktu chrztu, żadnego imienia zaczynającego się na literę E.

Nora wróciła do księgi fotografa i zauważyła kolumnę, którą wcześniej przeoczyła: „Przyrząd”. W tym konkretnym wpisie nie wymieniono obiektywu ani tła. Brzmiał on: „Medalion — E.M.H. — przechowywany do odbioru”. To nie była zwykła biżuteria. To był znak rozpoznawczy. Ktoś celowo zawiesił go na szyi dziewczynki — cicha polisa ubezpieczeniowa, która miała zostać uwieczniona na portrecie. Był to znak tożsamości. Nora z przerażeniem zdała sobie sprawę, że to nie był portret rodzinny. Była to tajemnica, szeptana przez całe stulecie. Ktoś ją chronił. Kto?