Ton opowieści zmienił się, gdy głos sklepikarza ucichł. „Toby nie wrócił do domu nieco ponad trzy tygodnie temu – wyszeptał, patrząc w sufit. „Dziwny wypadek w sali koncertowej – zawalenie się konstrukcji podczas nocnego koncertu. Powiedzieli, że stało się to szybko, ale to niewiele pomogło Barnaby’emu. Rodzina chłopca przyjechała spakować mieszkanie, ale w chaosie pies wydostał się na zewnątrz. Nie chciał odejść”
Uświadomienie sobie tego faktu uderzyło José jak fizyczny cios. Pies nie tylko czekał; czuwał przy pasażerze, który nigdy nie miał wysiąść. Dla Barnaby’ego świat się nie skończył; po prostu przestał działać tak, jak powinien. Wierzył, że jeśli tylko pozostanie we właściwym miejscu we właściwym czasie, drzwi w końcu się otworzą, a osoba, która uczyniła jego życie całością, wróci do niego.