Umysł Leny cofnął się o cztery lata do chaotycznego porannego pośpiechu w jej starej pracy baristki na lotnisku. Kolejka przy kasie była niewiarygodnie długa, wypełniona po brzegi zestresowanymi, zniecierpliwionymi podróżnymi nieustannie sprawdzającymi zegarki. Nagle, ta młoda para rzuciła się na przód kolejki, wyglądając na rozgorączkowaną, rozczochraną i całkowicie zdyszaną.
Rzucili swoje rzeczy na ladę, sprawdzając swoje telefony szerokimi, gorączkowymi oczami. „Poproszę dwie czarne kawy i dwie kanapki śniadaniowe – wysapał mężczyzna, a jego głos był pełen paniki. „I musimy być niesamowicie szybcy; nasza brama zamyka się za dziesięć minut Lena szybko skinęła głową i podliczyła kwotę, ale gdy mężczyzna stuknął kartą w terminal, w sklepie rozległ się ostry, nieudany sygnał dźwiękowy.
„Odrzucono?” – mruknął, a jego twarz zbladła, gdy gorączkowo wyciągnął drugą kartę, a następnie telefon. „Nie, nie, proszę, nie dzisiaj! Rosnąca za nimi kolejka pasażerów jęknęła głośno. Gorączkowo tłumaczyli Lenie, że ich aplikacja bankowa miała poważną awarię sieci, przez co nie mieli dostępu do swoich środków tuż przed lotem międzynarodowym. Co najgorsze, nie mieli przy sobie fizycznej gotówki.