Skrzynia czekała otwarta, ciemna i wyłożona słomą z zagrody Mary. Elias poprosił o to celowo. Obcy metal i miejskie zapachy mogły sprawić, że się zawahała, ale słoma niosła ze sobą dom: ziemię, ściółkę, stare drewno, spokojną część jej świata sprzed burzy. Mara zatrzymała się przy wejściu. Elias przestał się ruszać. Wszyscy inni też. Przez jedną długą chwilę cała ulica zdawała się wstrzymać oddech.
Potem Mara opuściła głowę, powąchała słomę i włożyła jedną przednią łapę do skrzyni. Elias wyczuł moment, zanim to się stało, delikatne przejście od paniki do decyzji. Za nią poszła druga łapa. Potem jej ramiona. Potem biodra. Gdy tylko jej tylne łapy opuściły ramę, Lena pociągnęła za linkę zwalniającą. Stalowa brama opadła z twardym, ostatnim brzękiem.