Następnego popołudnia po domu rozległo się głośne pukanie. Chloe otworzyła drzwi i zobaczyła dwóch lokalnych funkcjonariuszy służb zajmujących się zwierzętami, stojących na jej ganku z ponurymi minami. – Proszę pani, przeprowadzamy przeszukanie lasu za pani posesją – wyjaśnił dowódca, sprawdzając swoje notatki. – Nasze kamery tropiące z noktowizorem uchwyciły ogromną, ciemną sylwetkę, która około godziny 2:00 w nocy przeskoczyła przez pani tylne ogrodzenie i udała się w głąb lasu. Uważamy, że może to być pani pies.
Chloe przełknęła ślinę, próbując ukryć panikę. – On dopiero przyzwyczaja się do życia w domu po dwóch latach spędzonych na ulicy – odparła w obronie. Funkcjonariusz skinął głową ze współczuciem, ale stanowczo. – Rozumiemy, ale musi pani go zamknąć. Nadal nie mamy pewności, czy w zaroślach czai się prawdziwy drapieżnik szczytowy. Jeśli pański potężny pies wpadnie w krzyżowy ogień naszych pułapek tropiących, nie będzie to przyjemny widok ”. Chloe poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła, gdy zdała sobie sprawę z powagi sytuacji.