– Naprawiam radio – oznajmił Jun, a w jego głosie dało się wyczuć panikę. – Nie możemy już dłużej pozostawać w takiej niewiedzy. Jeśli się zgubiliśmy, potrzebujemy pomocy. – Jun upadł na kolana w ciasnej kabinie, zdejmując stopioną plastikową osłonę obudowy radia. Narzędzia brzęczały wokół niego, gdy gorączkowo odizolowywał spalone przewody akumulatora, próbując ominąć zwarcie za pomocą zapasowego kawałka miedzianego drutu. Ręce mu drżały, gdy walczył z upływającym czasem.
Na zewnątrz ocean był martwo cichy, ale ekran echosondy na ścianie zachowywał się zupełnie nieprzewidywalnie. Zielona kropka przestała się oddalać. Teraz powoli krążyła wokół nich w głębokim, skalistym rowie, zawisając nad nimi niczym cień.
– No dalej, no dalej – mruknął Jun, a z jego szczypiec leciały iskry, gdy skręcał gołą miedź. Nagle martwa konsola wydała słabe, przepełnione szumami syczenie. Zapaliła się maleńka zielona kontrolka. Nie było to w pełni naprawione, ale w końcu przedarł się słaby sygnał.