Tym razem Murat nie czekał. Wyszedł na zewnątrz, chwycił telefon i zadzwonił. Nie starał się wyjaśnić wszystkiego do końca. Tylko tyle. Głosy. Wewnątrz ściany. Potrzebował kogoś do sprawdzenia. Niedługo potem przyjechała policja. Dwóch funkcjonariuszy. Spokojni. Bez pośpiechu. Weszli do garażu, rozejrzeli się, a Murat wskazał na ścianę. „To dochodzi stamtąd”, powiedział.
Nasłuchiwali. Czekali. Jeden z nich zapukał w powierzchnię. Mocno. Drugi wyszedł na zewnątrz, sprawdzając dom. Nadal nic. Murat stał tam, obserwując ich, czekając na moment, na dźwięk. Głosów. Cokolwiek. Ale garaż milczał. Całkowicie. Jeden z funkcjonariuszy spojrzał na niego. „Na pewno coś słyszałeś?”
Murat zawahał się. „Tak Chwila przerwy. Potem wzruszył ramionami. „Prawdopodobnie rury. Dźwięk dziwnie przenosi się przez ściany” I tak po prostu skończyli. Wyszli bez kolejnego pytania. Murat stał tam po zamknięciu drzwi. Znowu sam. Wrócił do garażu. Czekał. Nasłuchiwał. Przez chwilę nic.
Potem głosy powróciły. Wyraźne. Nie do pomylenia. I tym razem… nie odchodziły.