W sieci teorie mnożyły się jak chwasty. Może uciekła. Może ją pochował. Może zaplanowali to razem. Każdy post go drażnił. Powiedział sobie, że nie będzie więcej zaglądał, ale nie mógł się powstrzymać. Każdej nocy przewijał nieznajomych, którzy analizowali jego małżeństwo, jakby to była rozrywka.
Niektóre wątki nawet mu współczuły – chwaląc jego opanowanie, nazywając go niezrozumianym. Czytał je najczęściej, trzymając się ich jak liny ratunkowej. Ale pocieszenie było krótkotrwałe; bronili człowieka, którym był kiedyś, a nie tego, który siedział obudzony o 3 nad ranem, przerażony lustrami.