Wewnątrz znajdowało się kilka identycznych saszetek, starannie zapieczętowanych, każda wypełniona tym samym drobnym białym proszkiem. Więcej znaleziono w kosmetyczce schowanej za zlewem. Wtedy ktoś zawołał z korytarza. Butelka na receptę. Clare.
Brooke stała nieruchomo, gdy zakładano jej kajdanki, jej twarz była obojętna, jakby czekała na instrukcje, które nigdy nie nadeszły. Nie stawiała oporu. Nie protestowała. Z tyłu radiowozu patrzyła prosto przed siebie, z zaciśniętą szczęką i rękami złożonymi na kolanach. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiła. Potem jej ramiona opadły, tylko nieznacznie.