Clara spędziła resztę popołudnia praktycznie unosząc się w powietrzu. Aby subtelnie okazać swoją wdzięczność, nie psując mu niespodzianki, spędziła cztery godziny w kuchni, przygotowując jego ulubioną, pracochłonną francuską kolację. Kiedy w końcu o 19:00 drzwi wejściowe otworzyły się z cichym kliknięciem, Clara wstała z promiennym, pełnym oczekiwania uśmiechem, czekając, aż on rzuci jakąś wskazówkę. Marcus jednak ledwo na nią spojrzał. Przeszedł obok pięknie nakrytego stołu, wpatrując się wyłącznie w świecący ekran telefonu.
– Pachnie smacznie – mruknął nieobecnie, siadając i natychmiast krojąc stek bez słowa. Clara usiadła naprzeciwko niego, z rękami starannie złożonymi pod serwetką, a serce waliło jej z niecierpliwości, gdy czekała, aż w końcu zdradzi jej sekret luksusowego wypoczynku na plaży. Zamiast tego wytarł usta i rzucił bombę. – W ten weekend mam pilny, zorganizowany w ostatniej chwili wyjazd firmowy. Nagła sytuacja z klientem. Musisz dziś wieczorem spakować moją torbę na ubrania. Mój lot odlatuje jutro wcześnie rano.
W ciepłym pokoju natychmiast zrobiło się lodowato. Ta świadomość uderzyła ją jak fizyczny cios, zamrażając krew w żyłach. Apartament dla nowożeńców nie był dla niej.