To zdjęcie z 1895 roku, przedstawiające dziewczynkę trzymającą siostrę za rękę, wydawało się zwyczajne — dopóki renowacja nie ujawniła tego zaskakującego faktu…

List do Ruth Ellison był najtrudniejszą rzeczą, jaką Nora kiedykolwiek napisała. Musiała znaleźć równowagę między zawodowym dystansem a desperacką potrzebą dotarcia do nieznajomej osoby przez przestrzeń czasu. Napisała prosto, wspominając, że jest archiwistką badającą wiktoriańską fotografię i że uważa, iż przedstawia ona członka rodziny Ruth.

Czekała dwa dni w stanie zawieszenia, a jej telefon milczał. Kiedy w końcu zadzwonił, wstrzymała oddech. „Znam tę fotografię” – powiedział głos po drugiej stronie. Był spokojny, choć dało się w nim wyczuć lekkie drżenie. „Moja mama miała kopię. Mówiła, że to jedyny dowód na to, że jej babcia kiedykolwiek istniała”.

Nora poczuła ucisk w piersi. Nie było żadnego wahania, żadnego zmieszania. Ruth czekała na to całe życie, być może nawet zanim zdała sobie sprawę, na co właściwie czeka. Rozmawiały przez godzinę, a odległość między Londynem a Bristolem zmniejszała się z każdym ujawnionym szczegółem. Ruth nie pytała o pieniądze ani roszczenia prawne; pytała o Eleanor. Chciała wiedzieć, czy jej babcia była kochana. Nora wiedziała, że odpowiedź jest skomplikowana, ale słuchając, zdawała sobie sprawę, że musi się tego dowiedzieć.