Gerald nie był człowiekiem, który doszukiwał się znaczenia w rzeczach. Spędził trzydzieści lat jako inżynier budownictwa. Wierzył w obserwowalne dane, obliczenia i nudną wiarygodność faktów. Ale tego wieczoru, siedząc przy kuchennym stole z wisiorkiem pod lampą do czytania Miriam, poczuł się pod jego wpływem w sposób, którego nie potrafił zracjonalizować. Kunszt wykonania był, nawet dla jego niewprawnego oka, niezwykły. Każda maleńka granulka w obramowaniu była idealnie kulista, nie większa niż ziarenko piasku, przymocowana do powierzchni bez widocznego lutowania. Sprawdził Castellaniego po opuszczeniu Ackermana, a reprodukcje biżuterii z tego okresu miały w sobie pewną samoświadomość, nieco zbyt perfekcyjną jakość pracy wykonanej, aby zaimponować. To było coś innego. Miała w sobie coś niestrzeżonego, jakby została wykonana nie po to, by zademonstrować umiejętności, ale po prostu dlatego, że twórca nie znał innego sposobu pracy.
Miriam siedziała naprzeciwko niego, nic nie czytając i obserwując go. „Będziesz to kontynuował – powiedziała. To nie było pytanie.
Gerald skontaktował się z Muzeum Yorkshire następnego ranka. Oficer łącznikowy ds. znalezisk – energiczna, praktyczna kobieta o imieniu dr Sarah Okafor – zgodziła się spotkać z nim w ciągu tygodnia. Kiedy przyjechała, zbadała wisiorek z kontrolowanym skupieniem osoby przyzwyczajonej do nieujawniania tego, co myśli, dopóki nie będzie pewna. Następnie odłożyła go na ziemię, złożyła ręce i powiedziała mu, że zgodnie z ustawą o skarbach z 1996 r. jest on prawdopodobnie zobowiązany do zgłoszenia znaleziska.
„Dlaczego prawdopodobnie?” Zapytał Gerald.
„To zależy” – powiedziała – „od tego, co to właściwie jest”