Mężczyzna wykopuje naszyjnik w swoim ogrodzie – reakcja jubilera wprawia go w osłupienie

Badania odbywały się przez dwa weekendy w czerwcu, prowadzone przez cichy, metodyczny czteroosobowy zespół wyposażony w sprzęt radarowy do penetracji gruntu i sposób, który sugerował, że starają się nie robić nikomu nadziei. Gerald podawał kawę i nie wchodził im w drogę, obserwując z okna kuchni, jak przesuwają sprzęt w powolnych, nakładających się na siebie przejazdach po jego cukinii. Drugiego popołudnia coś znaleźli. Z grubsza okrągły obszar naruszenia gleby o średnicy około dwóch metrów, na głębokości od czterdziestu do osiemdziesięciu centymetrów, umieszczony w tylnej części ogrodu. Rodzaj wzoru, który może wskazywać na naturalną zmienność geologiczną. Lub – powiedział ostrożnie kierownik zespołu – rodzaj wzoru zgodnego z celowym pochówkiem lub depozytem w pewnym wieku.

Gerald spojrzał na skrawek ziemi, który wyglądał identycznie jak każdy inny. „Co teraz zrobimy? – zapytał.

„Teraz”, powiedział lider zespołu, „staje się to kwestią wykopalisk, a nie badań. To inny proces, inne pozwolenia, inny zespół”

Uzyskiwanie pozwoleń trwało do października – niemal dokładnie rok po wbiciu szpadla w wisior. Zespół wykopaliskowy składał się z sześciu osób wyposażonych w narzędzia ręczne i metodologię, która sprawiała, że inżynierska precyzja Geralda wyglądała na lekkomyślną. Usuwali ziemię poziomymi warstwami o grubości dwóch centymetrów, przesiewając każdy ładunek. Przez trzy dni nic. Czwartego dnia rano Gerald przybył do ogrodu, gdzie zastał główną archeolog przykucniętą u podstawy wykopu i bardzo ostrożnie poruszającą pędzlem.