Wynajął najtańszy samochód na parkingu. Zobacz, co znalazł w schowku na rękawiczki…

Sklep specjalisty był węższy niż Daniel się spodziewał, ze starymi zegarami tykającymi na każdej ścianie i stołem warsztatowym oświetlonym pojedynczą jasną lampą. Horolog, mężczyzna po sześćdziesiątce z pewnymi rękami i lupami powiększającymi ustawionymi jak narzędzia chirurgiczne, przez pierwsze pięć minut prawie się nie odzywał. Zbadał tarczę, zdjął pasek, sprawdził numer referencyjny i seryjny między uszami i otworzył kopertę z taką spokojną precyzją, że nawet Frank przestał się wiercić. Następnie odchylił się do tyłu i wypuścił powolny oddech, który zdawał się zmieniać temperaturę w pomieszczeniu.

To było prawdziwe. Więcej niż prawdziwe, to było ważne.

Nie miętowy, nie nietknięty i z pewnością nie idealny. Ale był to rzadki, ręcznie nakręcany Rolex Daytona z początku lat 70-tych, model o popycie kolekcjonerskim, o którym Daniel słyszał tylko przelotnie. Wymiana paska nic nie zaszkodziła. Zadrapania były spodziewane. Tarcza, mechanizm i koperta wyglądały na oryginalne. Nawet w zużytym stanie, zegarek mógłby być wart sporo ponad sześć cyfr, jeśli zostałby w pełni uwierzytelniony i sprzedany przez odpowiedni dom aukcyjny. Daniel roześmiał się, gdy to usłyszał, nie dlatego, że było to zabawne, ale dlatego, że jego mózg odrzucił tę informację. Sześciocyfrowe sumy nie powinny znajdować się w schowku na rękawiczki.

To, co nastąpiło później, było mniej efektowne i bardziej skomplikowane. Wypożyczalnia skonsultowała się z prawnikiem. Wysłano zawiadomienia. Skontaktowano się z byłą firmą leasingową. Wyciągnięto archiwa z magazynu. Odniesienie do majątku zostało prześledzone do zmarłego biznesmena, którego aktywa zostały rozproszone wiele lat wcześniej. Zlokalizowano członków rodziny, ale żaden z nich nie mógł udowodnić własności zegarka, a nawet nie wiedział o jego istnieniu. Tygodnie przeciągały się w miesiące. Zegarek znajdował się w bezpiecznym magazynie, podczas gdy eksperci weryfikowali każdą jego część. Daniel wrócił do zwykłego życia, z wyjątkiem tego, że zwykłe życie miało teraz jeden niemożliwy obiekt wiszący nad nim jak drugi księżyc.