Przez chwilę nie mogłam się ruszyć. Rebecca dała mi małe, zmęczone skinienie głową, jakby dokładnie rozumiała, jak niemożliwe jest to uczucie. Powiedziała mi, że nie umarła, pomimo tego, w co Adrian – nazywający siebie wtedy Eliasem – pozwolił ludziom wierzyć. Po narodzinach jej syna kontrola stała się stała. Monitorował jej wydatki, sprawdzał połączenia telefoniczne i stopniowo odsuwał od niej wszystkich przyjaciół i krewnych. Kiedy w końcu zagroziła rozwodem, spanikował. Fałszował podpisy, przenosił aktywa i próbował przedstawić ją jako niestabilną emocjonalnie, aby nikt nie ufał jej wersji wydarzeń. Z pomocą zaufanego przyjaciela i adwokata ledwo udało jej się uciec z synem. Aby całkowicie od niego uciec, pozwoliła też zniknąć swojemu dawnemu życiu.
„On potrzebuje małżeństwa” – powiedziała cicho Rebecca. „Nie miłości. Małżeństwo daje mu dostęp, legitymację, współczucie i czas. Kobieta w ciąży jest najbardziej bezbronna, a on wykorzystuje to, by ją oszukać” Zrobiło mi się niedobrze, bo każde słowo pasowało zbyt dobrze. Adrian zachęcał mnie do odejścia z pracy na czas leczenia niepłodności. Twierdził, że stres jest szkodliwy dla dziecka. Przedstawiał zależność jako troskę.
Potem Rebecca opowiedziała mi, jak wiele lat zajęło jej wytropienie go pod nowym pseudonimem i skontaktowanie się z doktorem Shahem. Przekazała mi swoją wiedzę na jego temat. „Zawęża się do kobiet, które są miłe i naiwne” – powiedział. „Ktoś pogrążony w żałobie. Kogoś, kto ma coś do odziedziczenia” Claire spojrzała na mnie po drugiej stronie stołu. Żadna z nas nie musiała mówić tego na głos. Mój tata zmarł zaledwie rok przed tym, jak go poznałam. Adrian wybrał mnie na długo zanim pomyślałam, że ja wybrałam jego.