Nagle zielona kropka na ekranie wykonała ostry, niezwykle gwałtowny zwrot. Chociaż powierzchnia morza pod mgłą wyglądała na całkowicie spokojną i gładką, potężna, cicha fala podwodna uderzyła w łódź.
Bez ostrzeżenia statek gwałtownie przechylił się na bok, rzucając Junem z impetem o drewniane skrzynki na przynęty. Ciężkie narzędzia z hukiem zsunęły się po podłodze, a stare belki statku zaskrzypiały pod wpływem nagłego, ogromnego nacisku. – Co to, u licha, było? – krzyknął Jun, trzymając się za posiniaczone ramię, gdy z trudem podnosił się na nogi. – Czy uderzyliśmy w rafę?
– Nie, woda jest tu głęboka! – odkrzyknął Min-ho, marszcząc brwi w głębokim zdziwieniu. Jun wpatrywał się w ekran, gdy kropka znów odskoczyła w dal. – Min-ho, to nie ma sensu. Ryby skręcają tak gwałtownie, że tworzą za nami falę. Żadne ławice makreli nie mają takiej masy. Coś tu nie gra.” Min-ho ścisnął koło sterowe, a jego upór przerodził się w zimny pot. Nie zamierzał rezygnować z jedynego połowu w tym sezonie.