Ta babcia mści się za skradzione owoce – złodzieja spotkała poetycka sprawiedliwość

W teraźniejszości pawilon był domem wariatów. Wolontariusze medyczni pędzili ze schłodzonymi kartonami pełnego mleka i okładami z lodu dla sapiących sędziów. Beatrice szlochała, zaciekle broniąc swojego honoru i krzycząc, że to tylko standardowy rodzinny przepis. Arthur pocił się w swoim białym garniturze, głośno obwiniając „złą partię cukru” lub „sabotaż zagranicznej korporacji” Pośród krzyków, Mary spokojnie wystąpiła naprzód, trzymając pięknie pokrojony kawałek własnego ciasta – upieczonego w całości z jej bezpiecznie ukrytych, nieuszkodzonych owoców.


Sędziowie, desperacko pragnąc zmyć radioaktywne ciepło z ust, ochoczo zeskrobali talerz do czysta. Kontrast był natychmiastowy. Kojąca, idealna równowaga słodkich owoców i kruchego ciasta przyniosła natychmiastową ulgę ich spalonym podniebieniom. Mary stała tam z pogodnym, niewinnym uśmiechem. Nie mówiąc ani słowa, całkowicie zneutralizowała swoich rywali, pozwalając, by jej wypieki mówiły same za siebie, podczas gdy złodzieje pogrążyli się w całkowitym upokorzeniu.