Zespół Mathew natychmiast zmienił kierunek, przecinając stromy wąwóz, aby przechwycić ścieżkę w kierunku Black Slate Ridge. Wiatr przybrał na sile, zamieniając śnieg w poziomą zasłonę, która szczypała ich w oczy. Widoczność spadła do mniej niż dziesięciu stóp. Poruszali się w zwartym szeregu, trzymając się nawzajem za pasy, aby nie rozdzielić się w zaspie.
„Musimy zawrócić, Mathew!” – krzyknął jeden z sąsiadów. „Nie widzimy już krawędzi klifów! To samobójstwo!” Mathew odwrócił się, a jego twarz przybrała maskę mrozu i wściekłości. Nie chciał zawrócić. Nie mógł. „Mój syn jest tutaj! – krzyknął. „Jeśli zawrócę, zostawię go na pewną śmierć!