Spotkanie zostało ustalone na piątkowe popołudnie w prywatnej sali konferencyjnej w biurze doradcy. Adrian czuł ulgę, gdy się zgodziłem. Zbyt mu ulżyło. Tej nocy, po tym jak zasnął, leżałam, czując, jak nasza córka przesuwa się pod moimi żebrami i próbowałam uspokoić gonitwę w mojej klatce piersiowej. Prawnik powiedział mi, żebym nie konfrontował się z nim w domu. Claire kazała mi się nie wycofywać. Rebecca powiedziała mi, że mężczyźni tacy jak Adrian nigdy nie przestają sami z siebie; przestają tylko wtedy, gdy historia przestaje im sprzyjać. Rano zrozumiałam, czym tak naprawdę był piątek. To nie było tylko spotkanie prawne. To był pierwszy raz, kiedy przestałam być kobietą, z którą wierzył, że sobie poradzi.
W sali konferencyjnej pachniało skórzanymi fotelami i świeżą kawą. Adrian przybył wcześnie, zrelaksowany i nieskazitelnie ubrany w granatowy garnitur, jedną rękę opierając zaborczo na moich plecach, jakbyśmy byli najszczęśliwszą parą w budynku. Doradca majątkowy mojego ojca, pan Bell, przywitał nas z niezwykłą formalnością i zaprosił, byśmy usiedli. Drugi mężczyzna, którego nie znałam, siedział już na drugim końcu stołu, przeglądając akta. Adrian ledwo na niego spojrzał. Był zbyt zajęty układaniem papierów przede mną i wsuwaniem długopisu na miejsce. „Tylko kilka podpisów – powiedział z uśmiechem.