Następnego ranka Samuel przybył na miejsce i zastał koszmar w toku. Vance nakazał dozorcom wypchnąć Lunę na główny publiczny wybieg. Błyskające kamery i krzyczące tłumy zalały szybę, a Luna zareagowała w jedyny sposób, jaki znał przerażony drapieżnik: wybuchową furią. Gwałtownie szarżowała na szybę, jej masywne pazury rozdzierały powietrze, wydając ogłuszające, mrożące krew w żyłach ryki, które wstrząsnęły areną. Tłum nie był odepchnięty – wiwatował, podekscytowany wysokooktanowym widowiskiem. Stojąc w pokoju kontrolnym z grupą bogatych darczyńców, Vance obserwował chaos z chciwym uśmiechem. Ten brutalny pokaz był dokładnie tym, czego chciał, aby sprzedaż biletów poszybowała w górę.
Wściekły Samuel wpadł do pokoju. „Natychmiast ją stamtąd zabierz! – ryknął. „Ona nie gra, wchodzi w stan śmiertelnego szoku! Wyciągnijcie ją, zanim rozbije szybę albo zrobi sobie krzywdę! Vance szydził. „Ona się dostosowuje, Samuelu. To jest dokładnie to, za co ludzie zapłacili. – Jesteś pasożytem – krzyknął Samuel. „Traktujesz żywą duszę jak atrakcję karnawałową! Zadrwił Vance. „Skończyłeś tutaj. Jesteś zwolniony, Samuelu. Ze skutkiem natychmiastowym